Wykonanie osady do broni łamanej to jedno z trudniejszych zadań, przed jakim może stanąć rusznikarz-amator. Trudność nie polega na samej obróbce drewna - ta jest podobna jak przy sztucerze - ale na mocowaniu baskili za pomocą śruby biegnącej przez całą długość kolby. To rozwiązanie wymaga precyzji, cierpliwości i zrozumienia, jak siły odrzutu przenoszą się na drewno.

Poniższy przewodnik opisuje kolejne etapy pracy - od wyboru drewna, przez pasowanie baskili, po ostateczne wykończenie osady. Nie jest to instrukcja dla zupełnie początkujących - zakłada podstawową wiedzę o obróbce drewna i narzędziach rusznikarskich.

Wybór drewna i ułożenie słoi

Wszystko zaczyna się od balika orzechowego. Orzech jest standardem w osadach broni myśliwskiej - jest twardy, stabilny i pięknie się prezentuje po wykończeniu. Ale samo drewno to nie wszystko - kluczowe jest ułożenie słoi względem kształtu kolby.

W szyjce chwytu słoje powinny być proste. To najcieńsze miejsce osady i najbardziej narażone na pęknięcia. Jeśli słoje będą tu przebiegać skośnie lub poprzecznie, osada pęknie przy pierwszym mocniejszym odrzucie.

Jeśli oprócz kolby wykonujesz także czółenko (nakładkę), szablony obu elementów układaj na baliku w taki sposób, aby uzyskać ciągłość rysunku słoi. To dowód kunsztu - w broni produkowanej masowo nikt na to nie zwraca uwagi, a elementy są dopasowywane przypadkowo.

Wstępne cięcie i kontrola surowca

Po przeniesieniu rysunku na balik wycinamy surową przygotówkę - najlepiej piłą taśmową. Zaraz po wycięciu trzeba ją dokładnie obejrzeć, zwłaszcza od przodu i tyłu, czyli od strony sztorca włókien.

W tych miejscach mogą pojawić się mikropęknięcia. Jeśli są widoczne od strony baskili - przygotówka jest bezużyteczna. Jeśli od strony stopki - można je zakleić żywicą epoksydową i uratować surowiec, który często jest bardzo kosztowny. Zdarza się, że klocek za 2000 euro jest wadliwy - wtedy trzeba go wykorzystać inaczej (np. ułożyć szablon odwrotnie albo przeznaczyć drewno na inny element).

Wyznaczenie osi i awantażu

Kolejny krok to przeniesienie rysunku części baskili osadzonych w drewnie na bok przygotówki. Najpierw wyznaczamy oś osady - linię prostą biegnącą przez całą przygotówkę wzdłuż. Od tej osi będziemy wyznaczać awantaż.

Jeśli chcesz mocno uwydatnić bakę, możesz przesunąć oś w stronę przeciwną do policzka. Dzięki temu zyskasz więcej miejsca - co jest ważne zwłaszcza wtedy, gdy balik nie jest zbyt gruby.

Dobrą praktyką jest przyklejenie do przygotówki starej osady (jeśli taką masz) i zaznaczenie kątownikiem najważniejszych miejsc, od których zaczniemy obróbkę. W przypadku osady mocowanej na śrubę jest to o tyle proste, że wszystkie elementy mocujące baskilę wchodzą w drewno wzdłuż jednej linii.

Jeśli nie masz starej osady - wykonaj szablon z kartonu. Pamiętaj o właściwym ugięciu osady, odpowiedniej długości i kształcie chwytu oraz prawidłowym kącie przycięcia pod stopkę. Dla standardowych kolb jest to zwykle 90 stopni od grzbietu osady - inaczej broń będzie "wyskakiwać" z ramienia podczas strzału.

Wstępna obróbka

Osadę mocujemy w imadle pod odpowiednim kątem (przy pomocy kątownika) i usuwamy zbędny materiał. Najlepiej użyć do tego frezarki pionowej. Jeśli jej nie masz - sprawdzi się wiertarka stołowa, piła do drewna z ramką i dłutko.

Frezujemy przygotówkę od góry i od spodu, zostawiając małe naddatki materiału na dokładne dopasowanie części metalowych. Nie usuwamy wszystkiego od razu - lepiej później doszlifować niż żałować, że zabraliśmy za dużo.

Pasowanie baskili - metoda "na tusz"

Po wycięciu klina w główce osady przygotowujemy wstępnie powierzchnie oporowe do osadzenia baskili. To miejsca, w których baskila opiera się i stabilizuje w osadzie, i przez które siła odrzutu przenoszona jest na drewno. Właściwe spasowanie osady z baskilą ma ogromne znaczenie - jeśli jest dobre, kolba mniej kopie, jest trwalsza i odporna na pęknięcia nawet po latach użytkowania.

Boczne powierzchnie wyciętego klina wygładzamy ostrym jak brzytwa dłutem płaskim. Praca musi być wykonana precyzyjnie - wygładzana powierzchnia ma być czysta, bez zadziorów.

Teraz najważniejszy etap - pasowanie "na tusz". Smarujemy baskilę specjalnym czernidłem (przepis na jego przygotowanie znajdziesz w literaturze rusznikarskiej), wsuwamy w przygotówkę zamocowaną w imadle i delikatnie wbijamy. Używamy do tego klocka z miękkiego drewna (np. sosnowego - żeby nie pokaleczyć baskili) oraz drewnianego młotka.

Gdy poczujemy pierwszy opór - wyjmujemy baskilę i oglądamy ślady tuszu na przygotówce. Czarne plamki pokazują miejsca, gdzie baskila napotkała opór drewna. Te miejsca delikatnie ścinamy bardzo ostrym dłutem. W ten sposób tworzymy więcej luzu w punktach oporu - baskila przy kolejnych próbach "siada" coraz głębiej i lepiej pasuje.

Kiedy wszystkie powierzchnie oporowe są czarne - to znaczy, że metal został dokładnie spasowany z drewnem. To żmudna czynność, ale pośpiech jest wykluczony. Im wolniej i cierpliwiej pracujemy, tym lepszy efekt. Wprawni zawodowcy potrafią idealnie dopasować baskilę kilkoma wklepaniami - ale to wymaga doświadczenia, które nabywa się przez całe życie.

Mocowanie śruby baskili

Kolejny etap to zamocowanie śruby, która "wciągnie" baskilę w osadę na jej ostateczne miejsce i ją unieruchomi. W tym celu nawiercamy w przygotówce otwór pod śrubę, następnie wkręcamy ją w baskilę, przykładamy całość z boku przygotówki i rysujemy na drewnie czarnym pisakiem oś śruby.

Otwór będzie dwustopniowy - bo śruba ma łebek i szeroką podkładkę. Na grzbiecie przygotówki rysujemy oś awantażu i wyznaczamy punkt przecięcia osi śruby z osią awantażu na tylnej ścianie - tam nawiercimy otwór pod śrubę.

Drewno mocujemy w solidnym imadle stołowym i przewiercamy osadę wiertłem o przedłużonym trzpieniu. Można przedłużyć zwykłe wiertło do metalu, przylutowując do niego (lutem twardym, np. 45% srebra w 650°C) kawałek równego pręta stalowego.

Ważne: wiertła do drewna się nie nadają. Używamy wyłącznie wierteł skrętnych do metali, zaostrzonych jak do metalu. Wiercimy od strony sztorca, czyli wzdłuż włókien - wiertło stolarskie może uciekać na boki i zepsuć całą robotę.

Zaznaczamy miejsce wejścia śruby z drewna w baskilę i lekko nawiercamy je ręczną wiertarką. Wiertło ustawiamy w osi górnej i bocznej. Wiercimy powoli, co 2-3 cm cofamy wiertło, żeby wyrzuciło wióry. Wiertło musi być nowe i ostre - żeby nie zacierało się w otworze i nie grzało na skutek tarcia.

Przy odrobinie szczęścia już za pierwszym razem uda się trafić w przecięcie osi na tylnej części przygotówki.

Poszerzenie otworu pod łebek śruby

Poszerzamy otwór od tylnej strony pod łebek śruby i podkładki. Używamy szerszego wiertła do metalu (również przedłużonego), zaostrzonego pod ostrzejszym kątem - żeby dobrze się prowadziło w wywierconym otworze i nie uciekało na boki.

Wiertło nie może być za ostre - wtedy zostanie "wciągnięte" w materiał i spowoduje zbyt głębokie rozwiercenie. Żeby tego uniknąć, można zastosować ogranicznik, np. z węża gumowego założonego na trzpień wiertła.

Wiercenie wykonujemy starannie. Przygotówka musi być solidnie umocowana w imadle, a wiertarkę trzymamy mocno i pewnie, choć z wyczuciem.

Montaż i wyrównywanie ubytków

Po wywierceniu otworu mocującego blok baskili oczyszczamy kanał z wiórów i przystępujemy do montowania całości. Ponownie smarujemy czernidłem elementy pasowane z drewnem, wkładamy baskilę w przygotówkę i zakręcamy śrubę. Pomagamy sobie, lekko postukując w baskilę drewnianym młotkiem - żeby osiadła na swoim miejscu - i mocno dokręcamy śrubę. Sprawdzamy, czy nie ma szczelin.

Jeśli są - możemy je zaklepać kulistym młotkiem "na olej" lub spróbować innych znanych metod. Rozkręcamy całość i sprawdzamy, czy baskila "siadła" lepiej. Śruba dociąga mocniej niż wklepywanie przez klocek.

Jeżeli w miejscach, gdzie mamy płaszczyzny oporowe, powstały ubytki i części baskili nie przylegają ściśle ("wiszą" nad drewnem) - możemy je wyrównać przez naklejenie małych kawałeczków drewna orzechowego. Albo po prostu posmarować je klejem epoksydowym (np. UHU plus 300g epoxy), po czym wsunąć baskilę i dokręcić śrubę.

Ważne: części metalowe mające kontakt z klejem trzeba posmarować np. wazeliną lub towotem - żeby żywica nie przykleiła się do metalu. Po ok. 24 godzinach poluzowujemy śrubę i obstukujemy baskilę drewnianym młotkiem, delikatnie wybijając ją z osady. Żywica po zastygnięciu idealnie wyrównuje ubytki i doskonale wzmacnia pasowane połączenie.

Metoda ta jest stosowana przez wiele renomowanych wytwórni dobrej broni myśliwskiej. W dużych fabrykach osady są od początku do końca wykonywane przez roboty kopiujące, sterowane komputerowo - ale najlepsi mistrzowie pasują drewno z metalem ręcznie i nic nie przewyższy jakości ich pracy.

Kabłąk spustowy

Teraz przychodzi kolej na zamocowanie i wpasowanie w drewno kabłąka spustowego. Ustawiamy kabłąk w osi wzdłużnej, dopychając lekko do przodu - żeby ciasno "siedział" w drewnie - i obrysowujemy go cienkopisem lub ołówkiem o ostrym czubku.

Małym półokrągłym dłutkiem wybieramy zbędny materiał, pamiętając o naddatku na dokładne spasowanie. Kabłąk pasujemy tak samo jak baskilę - "na tusz" - i wklepujemy przez kawałek drewienka aż do uzyskania właściwego usadowienia w osadzie.

Kabłąk przykręcany wkrętem należy pasować ostrożniej - może ulec skrzywieniu w miejscu, gdzie znajduje się otwór. Wszystkie łebki widocznych wkrętów powinny mieć przecięcia na śrubokręt ustawione równolegle do osi broni w jednej linii. Takie ich umiejscowienie dowodzi fachowości i dużego kunsztu wykonawcy.

Uwaga: wkręty z nacięciem krzyżowym są w broni myśliwskiej niedopuszczalne. Świadczą o tandecie i bylejakości wykonania. Nasuwają też podejrzenia co do stosowania elektrycznych wkrętarek, czyli narzędzi do masowej produkcji.

Nadanie ostatecznego kształtu

Najtrudniejszą część pracy mamy za sobą. Możemy przystąpić do nadania osadzie ostatecznej postaci. Zaczynamy od wyrównania płaszczyzn bocznych, równo ze ścianą baskili (z naddatkiem 1-1,5 mm). Jeżeli broń ma tzw. blachy półzamków, możemy je od razu wpasować.

Najlepiej użyć do tego frezarki pionowej. Jeśli jej nie mamy - robimy to dłutem, pilnikiem do drewna oraz papierem ściernym naklejonym na deseczkę o równej powierzchni. Pracujemy bardzo ostrożnie, żeby nie uszkodzić grawerunku na baskili.

Bocznym płaszczyznom nadajemy odpowiedni, stylowy kształt. Warto przestudiować aktualne trendy w stylistyce broni. Wykonujemy szablony i odrysowujemy brzegi płaszczyzn w formie lekkich łuków. U zbiegu łuków możemy wykonać tzw. łezkę - ale to bardzo trudne i wymaga sporej wprawy. Łuki muszą być jednakowe z obu stron.

Za pomocą bardzo ostrego półokrągłego dłuta zbieramy zbędny materiał. Pamiętamy, żeby nie pracować dłutem pod sztorc włókien i ich nie poddzierać.

Stopka i wykończenie

Możemy już skorygować długość osady, kąt przycięcia stopki (bardzo ważny!) oraz przykręcić stopkę lub amortyzator dobrej firmy, np. Pachmayr, Wegu czy Uncle Mike. Warto wydać parę złotych, żeby przez lata polowania nie tylko chronić dołek strzelecki, ale i cieszyć oko.

Widziałem wprawdzie amortyzatory-wynalazki wykonane np. z podeszwy od buta czy z plażowych klapek w kolorze żółtym Bahama - ale absolutnie nie polecam ich nikomu.

Wstępne zamocowanie stopki ("do przymiarki") można śmiało wykonać przy pomocy blachowkrętów krzyżowych, stosowanych do mocowania płyt kartonowo-gipsowych. Na stałe jednak musimy wpasować solidne wkręty. Nierzadko trzeba je wykonać ręcznie i również ręcznie grawerować - ale to już temat na kolejny artykuł.

Pod chwytem pistoletowym możemy zamocować tzw. kapsel, np. z monogramem właściciela broni.

Ostatnie etapy to nadanie osadzie ostatecznego kształtu i wykończenie powierzchni. Zachęcam gorąco wszystkich czytelników, żeby spróbowali swoich sił choćby w prostych zabiegach rusznikarskich poprawiających funkcjonalność lub wygląd broni - a przynajmniej, żeby dbali o swoje wierne strzelby, nie żałując im od czasu do czasu "pierwszej pomocy" dłuta czy śrubokręta.