Dryling od dziesięcioleci budzi wśród myśliwych duże zainteresowanie. Jeszcze do niedawna największą popularnością cieszyły się drylingi śrutowe — z dwoma lufami śrutowymi i jedną kulową. W czasach, gdy w całym kraju polowano masowo na zające, była to konstrukcja wręcz wymarzona. Dziś, gdy populacja zwierzyny drobnej spadła, a pogłowie dzików i jeleni wzrosło, renesans przeżywa dryling kulowy — o dwóch lufach gwintowanych i jednej śrutowej.
Ideą drylinga od zawsze było połączenie w jednej broni dubeltówki i sztucera. Znałem myśliwych, którzy nie posiadali żadnej innej jednostki broni, traktując dryling jako uniwersalne narzędzie do wszystkich rodzajów polowań. Brzmi kusząco. Ale czy słusznie?
Czy dryling zastąpi dubeltówkę i sztucer?
Nie. I żaden uczciwy myśliwy tego nie twierdzi. Dryling jest rozwiązaniem uniwersalnym, a wszystko, co uniwersalne, nigdy nie jest doskonałe. Nie da się zastąpić dobrej dubeltówki śrutowej o długich lufach drylingiem z lufami sześćdziesięciocentymetrowymi. Podobnie nie da się nim zastąpić porządnego repetiera o sztywnej konstrukcji i stabilnej, grubej lufie.
To broń dodatkowa. Sprawdza się zwłaszcza na polowaniach zbiorowych na dziki i jeleniowate, do strzałów na krótkie dystanse. Jako broń „na co dzień" — nie.
Wady drylingów
Konstrukcja drylinga jest bardzo skomplikowana — i to jest źródło większości problemów:
- Znaczna awaryjność mechanizmów — im więcej części, tym więcej może się zepsuć.
- Kłopotliwa obsługa — bezpiecznik przeważnie nieautomatyczny, dochodzi przełącznik kula/śrut dla pierwszego spustu.
- Drogi i delikatny montaż lunety — luneta nie może mieć zbyt dużego obiektywu, bo broń wygląda fatalnie i staje się ciężka.
- Duże oddalenie osi lufy od osi optycznej — pogarsza celność na zmienne dystanse.
- Wzrost urazowości montażu — skomplikowana konstrukcja przekłada się na większą podatność na uszkodzenia.
Mimo tych wad drylingi niemieckich firm z Suhl cieszą się zasłużoną opinią broni o bardzo dobrej jakości. Większość egzemplarzy będących w użyciu pochodzi właśnie z tych zakładów.
Kupić nowy czy używany?
Jeśli decydujesz się na zakup używanego drylinga, lepiej wybrać egzemplarz droższy i w bardzo dobrym stanie technicznym niż okazję po przystępnej cenie, ale sfatygowaną. Dryling to broń, która może służyć kilkadziesiąt lat bez przykrych niespodzianek — pod warunkiem właściwego obchodzenia się z nią. Nawet do przesady.
Dryling raz zaniedbany staje się „rupieciem", który obrzydzi polowanie kolejnemu właścicielowi. Precyzyjny i skomplikowany mechanizm wymaga niezwykłej troski.
Konserwacja — raz w roku obowiązkowo
Co najmniej raz w roku należy rozebrać mechanizm, wyjąć część spustowo-uderzeniową i „zajrzeć do środka". Odkryte podzespoły trzeba dokładnie umyć, usunąć stary smar, ponownie nasmarować i bardzo ostrożnie złożyć. Najlepiej zrobić to zaraz po sezonie — u znajomego rusznikarza, który przeprowadzi zabieg na poczekaniu i na naszych oczach.
Można też zrobić to samodzielnie — potrzebne będą dwa solidne śrubokręty o twardych i cienkich końcówkach oraz drewniany młoteczek. Oto kolejność:
- Napinamy kurki, głęboko „łamiąc" lufy.
- Zdejmujemy lunetę, odpinamy pasek, odpinamy nakładkę i lufy.
- Odkręcamy wkręt mocujący kabłąk spustowy, przekręcamy go w lewo o 3–4 obroty i odkręcamy od dolnej części baskili.
- Pod kabłąkiem odkryjemy ukrytą śrubę — wykręcamy ją.
- Odkręcamy jeszcze jedną śrubę — przed kabłąkiem. Często jest grawerowana i ma bardzo wąskie nacięcie. Używamy śrubokręta idealnie dopasowanego. Można też użyć starego dłuta do drewna, odpowiednio przeszlifowanego.
- Wsuwamy śrubokręt w nacięcie, podpieramy baskilę na kawałku miękkiego drewna i kilka razy rytmicznie stukamy w rękojeść śrubokręta — to luzuje mocno naprężony gwint.
- Mocujemy baskilę w imadle, zabezpieczając okładzinami z grubej skóry lub filcu. Chwytamy oburącz śrubokręt i mocno odkręcamy ostatnią śrubę. Uwaga: nie wolno dopuścić, żeby śrubokręt wyskoczył z nacięcia — uszkodzi łeb śruby. W razie potrzeby powtarzamy obstukiwanie.
- Bierzemy baskilę tak, aby luźno spoczywała na dłoni, i lekko stukamy od góry drewnianym młotkiem na wysokości sworznia (osi łamania luf). Zamek rozłoży się samoczynnie, a kolba się odłączy.
Mycie i smarowanie
Mechanizmy wewnętrzne myjemy w benzynie ekstrakcyjnej — w małym pojemniku, przy pomocy pędzelka. Potem całość gruntownie smarujemy bardzo rzadkim olejem wazelinowym lub silikonowym, nadmiar przecieramy czystą szmatką. Przed złożeniem sprawdzamy jeszcze, czy osada nie jest pęknięta od środka, oraz czy przesuwak kula/śrut jest w położeniu „śrut".
Podczas konserwacji nie zwalniamy kurków ani nie rozbieramy mechanizmu na drobne części — bez praktyki i doświadczenia łatwo coś uszkodzić.
Składanie
Najpierw wsuwamy w osadę dolną część mechanizmu, potem górną. Dźwignia przesuwaka kula/śrut najlepiej „wskakuje" na swoje miejsce, gdy przesuwak jest ustawiony w tyle (na „śrut"). Ustawiamy dźwignie napinaczy kurków tak, aby przy składaniu weszły na swoje miejsce pod występy kurkowe. Skręcamy śrubami w odwrotnej kolejności.
Ważne: drylinga nie da się rozebrać ani złożyć, jeśli kurki nie są napięte.
Jak nie zwalniać iglic „na sucho"
W użytkowaniu drylinga kluczowa jest zasada: nie zwalniamy iglic „na sucho", nie „klepiemy" kurkami. Iglice i wkrętki iglic są na to bardzo wrażliwe, a kute sprężyny kurków mogą pękać — zwłaszcza na mrozie.
Jak zwalniać iglice bezpiecznie? W ostateczności stosujemy naboje-zbijaki. Alternatywnie:
- Łamiemy broń, naciskamy dwoma palcami na spusty i zamykamy — dwie iglice zostaną zwolnione powoli.
- Zostaje trzecia. Ponownie łamiemy lufy, ale nie do końca. Trzeba wyczuć moment tuż przed „zaskoczeniem" kurka na zaczep.
- Po uprzednim przesunięciu przesuwaka kula/śrut wciskamy przedni język spustowy.
- Zamykamy lufy — wszystkie kurki opadają bez zbędnego klepania.
Na początku wydaje się to zawiłe, ale po krótkim treningu staje się proste. I sprawia, że dryling nie zużywa się przedwcześnie.
Mechanizmy samonapinania
W nowszych modelach drylingów stosuje się mechanizmy samonapinania kurków bezpośrednio przed strzałem — przez przesunięcie do przodu specjalnego przesuwaka. Czasem w ten sposób napina się jedynie mechanizm lufy dolnej (kulowej). To niuanse techniczno-konstrukcyjne, które nie wpływają znacząco na ułatwienie obsługi.
Złoty okres drylingów
W rękach myśliwych wciąż można spotkać wspaniałe drylingi z dawnych lat — z okresu, gdy ich rozwój przeżywał prawdziwy renesans. Był to złoty okres w dziejach konstrukcji broni myśliwskiej — początek XX wieku. Zgrabne, lekkie i eleganckie trójlufki kurkowe w kalibrach kuli od .22 Hornet aż do nadzwyczaj skutecznego 11,15x65R Express. Lufy śrutowe wyrabiano najczęściej w kalibrze 16. Wtedy powstały najlepsze systemy konstrukcyjne.
Warto mieć w swojej zbrojowni dobry dryling — jako kolejną jednostkę broni, używaną nie jako broń robocza, ale „od święta". To broń luksusowa, dla eleganckich myśliwych o wysokim poziomie wiedzy i kultury łowieckiej.